To, co mówię jest... jakby to... "niebezpieczne pod względem politycznym", jak oni to zapewne nazywają. Rozumiesz? Nie podoba im się to.
- Że niby historie, które opowiadasz? Ale skąd wiedzą, co mówisz? Mogą mieć... nie wiem ... szpiega?
- Podejrzewam, ze niejednego. W tej kwestii chyba mówimy o licznie mnogiej. Jeżeli sam się nie wyniosę, oni to sami załatwią. Z resztą próbowali całkiem nie tak dawno. Mówię ci, znałem ludzi, którzy znaleźli się w tej samej sytuacji i nie zamierzali opuścić Osady. Muszę stąd uciekać, bo teraz jestem wrogiem politycznym, jak wcześniej inni, których nazwiska zdobią teraz nagrobki.
- Ale przecież twoje opowieści nikomu nie szkodzą, szczerze powiedziawszy, mało kto w nie wierzy... To takie nieprawdopodobne, że w przeszłości naprawdę było tak, jak mówiłeś...
- Serio? - wyglądał na zdziwionego, ale nie obrażonego - widać władze Osady mają inne zdanie. Przynajmniej oni wiedzą, że mówię prawdę - cień uśmiechu na sekundę zmienił linię jego ust - te nieprawdopodobne historie, jak je nazywasz, były ZAWSZE prawdziwe, choć niekoniecznie wygodne dla organów ścigania. Pamiętasz kilka z nich? - przytaknęła. Pomyślała o opowiadaniu Alastora o czymś, co nazywał Internetem. Zdaje się, że było to coś w rodzaju sieci, gdzie można było znaleźć wszystko, mógł pomagać w wielu kwestiach, nie trzeba było mieć wszechstronnej wiedzy, bo wszystko można było tam znaleźć. W prawie każdym aspekcie życia. Pamiętała też, że Internet stał się obiektem uzależnienia wielu ludzi, którzy przez cienkie, prostokątne urządzenia mieszczące się w dłoni korzystając z niego tracili kontakt z ludźmi. Nazywał je telefonami, które z kolei...
- Nie wierzyłaś w nie, ale wszystkie były prawdziwymi wspomnieniami sprzed końca. Tak, wtedy życie było bez zarzutu, wszystko w zasięgu ręki, nikt nie musiał ryzykować, aby przeżyć kolejny dzień, wymiar sprawiedliwości, władza, SYSTEM były prawie doskonałe. Ludzie stworzyli imperium, jakiego trzecia planeta od Słońca nie widziała. Mówię ci, świat kiedyś wyglądał inaczej. Lepiej. Wiesz, wszystko na pierwszy rzut oka wygląda OK. Wewnętrznie...
- Aha, i oni uważają, że ta wiedza, którą przekazujesz, relacje z przeszłości, doprowadzą do jakiegoś... no ... powstania uciśnionych w Osadzie, czy co?
- Myślę, że tak, bo zapewne nie udałoby im się poradzić sobie z całą Osadą, jeśliby się zbuntowała. Lepiej uciszyć jednego dziada, niż potem cały lud. Ale słuchaj: ten świat, w którym teraz żyjemy, to wina tylko i wyłącznie LUDZI. Sami się wyniszczamy. Cały czas. Nie tylko siebie, ale Ziemię też. Ktoś to widzi i postanowił to zmienić.
- No nie wiem... Dlaczego niby coś miałoby się zmieniać?
- Bo ludzie sami do tego dążą. Może nieświadomie, ale jednak. Zrozum - powiedział z naciskiem - przed wiekami było dobrze, łatwo było żyć. Ale sami to zniszczyliśmy i będziemy robić to dalej. Coś się zmieni - powtórzył - i uwierz mi w to. Uwierz. Nie rozgniewam się, jeśli tego nie zrobisz, bo sama to zobaczysz. Tyle, że jeszcze nie teraz. Jeszcze cię odwiedzę, obiecuję. A teraz pozwolisz... - wszedł do miejsca, gdzie wcześniej się chował, zabrał woreczek ziół. Roztaczały dziwną woń, której wcześniej nie zauważyła. Ruszył wydeptanym traktem w przeciwną do Osady stronę, nie obracając głowy w jej stronę. Bez pożegnania, jakby mieli znów się zobaczyć za dziesięć minut. Łzy z prędkością światłą zabłysły w jej oczach, przysłaniając na chwilę widok smutną mgiełką. Zdławiły głos i nie mogła go zawołać,a gdy się opanowała, jego plecy zostały ostatecznie wchłonięte przez mrok nocy.
Wyszła z lasu, emocje, które powinny nią targnąć, gwałtownie zdławiła. Wyobraziła sobie,że przykrywa je ciężkim, grubym kocem i nie pozwala się wydostać. Przecież nie mogła rozsypać się w środku lasu w środku nocy. Wyszła z gąszczu na nocne powietrze, miło owiewające twarz. Odmienne od tego leśnego, jakby tamten świeżutki, okropny rozdział życia, którego karty dopiero co zostały otwarte, mogła już opuścić. Bardzo tego chciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz