sobota, 31 października 2015

Pierwsze opowiadanie - Odc. 2

- Głupie! A kto zaniesie kosze? - krzyczała za nimi, ale i tak musiała sama wziąć się za przenoszenie nadwątlonej wikliny wraz z jadalną zawartością. Przez jej głowę przemknęła myśl, krótka i przelotna, a jakże wyświechtana, że wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, Istotnie, pogoda z tak pięknej znów powróci do londyńskiej normy, zwykłej, szaro-brudno-błotnisto-zimnej pluchy, tak typowej dla tej części świata. "Ejże, a skąd na obrzeżach Londynu to miejsce? A ta pogoda?... Co się dzieje i co to ma w ogóle być!?" - pytała samą siebie na głos, lecz odpowiedział jej tylko ryk nadciągającej nawałnicy, która pojawiwszy się znikąd, nacierała teraz nań z całą mocą. Komórka burzowa powiększała się w zastraszającym tempie, Amy straciła już nadzieję na to, że zdąży uciec nieubłaganej pogodzie. Pierwsze krople już zaznaczyły swoją obecność na jej pieczołowicie układanych kasztanowych włosach długości do ramion, a przejmujący chłód sprawił, że grabiały jej palce z paznokciami "zrobionymi" u kosmetyczki za niebotyczną sumę. I dlaczego w ogóle pracuje w ogrodzie? W jedwabnych, nowiutkich spodniach od projektanta, manicurem i z ułożonymi włosami? Amy Sharon, szanująca się bizneswoman z willi z peryferii Londynu?

Ale nie było czasu na jałowe przemyślenia, gdyż piorun, uderzywszy niebezpiecznie blisko, rozpoczynał demonstrację sił natury. Amy przygotowała się mentalnie na to, co miało nieuchronnie nadejść , już była gotowa na zmiecenie z powierzchni ziemi przez huragan, potężny wiatr niosący ze sobą masę pyłu i piasku. Pylista chmura zbliżała się do pani Sharon, nie zważając na światowej klasy bizneswoman, czołową osobistość świata biznesu. Nie, to już nie miało znaczenia. Śmierć nie patrzy na status społeczny, stan majątkowy i inne duperele świata materialnego. Dosięga wszystkich tak samo i bezwzględnie.

Żona Gustava Sharona nigdy wcześniej nie podejrzewała, że zobaczy coś przeczącego wszelkim prawom fizyki i zdrowemu rozsądkowi, była zagorzałą realistką i sceptyczką, a jedynymi poglądami, niemal religią, jaką wyznawała były pieniądze i statystyki. Jednak gdzieś musiało jej być pisane taką rzecz zobaczyć. Oto huraganowa chmura pyłu, piasku, odłamków i Bóg wie czego jeszcze, pędzona wiatrem, ku zdziwieniu niedoszłej ofiary, zaczęła formować nad nią kopułę. Owszem, poruszała się nadal tak samo, z tą samą prędkością i niszczycielską mocą, ale nie imała się fosforyzującej czerwonawym blaskiem kopuły, niby dachu ocalenia od pożogi, obejmującym jedynie delikwentkę, stare drzewo, i kosz jabłek. Ławki nie było. W tamtej chwili wydawało się, że wszystko poza obiektami w cudownej czaszy zostało doszczętnie zdegradowane. W takiej sytuacji większość ludzi miałaby konkretne powody do załamania, między innymi: hipotetyczny koniec świata czy uwięzienie w niewiadomego pochodzenia bańce z zapasem jabłek. I robakiem. Z jabłka.


piątek, 30 października 2015

Pierwsze opowiadanie - Odc. 1 Początek

Amy Sharon zrywała truskawki. Wielkie, czerwone, truskawki wielkości pięści dziecka. Zapełniała drugi przepastny wiklinowy kosz tymi owocami, ale grządka nie kończyła się. Za chwilę weźmie się za buraki. Były równie dorodne, co truskawki. Spróbowała jednej, a jej smak był nie do opisania. Pstryknęła palcami, a obok niej zmaterializowała się dziewczynka. w skromnej, białej sukience. "Zmaterializowała" to złe określenie, gdyż służebna bezimienna dziewczynka nie była żadną pozaziemską istotą ani jej rodzajem - była po prostu dobrze wyszkoloną służącą. Cichego chodu, przewidywania potrzeb pani lub pana domu uczyła się prawie od urodzenia. Nie rozumiała, dlaczego Pani Sharon nie chce pomocy w obrządzaniu ogródka, choć Pani mówiła - "to dla przyjemności. Nie martw się, mam dla ciebie masę innych zadań" - nie omieszkała uszczypliwie dodać na końcu zdania. Ale dziewczynka nie zważała na nieuprzejmy ton w głosie. Było to czymś całkowicie naturalnym, bo przecież wystarczająco przewiniła w ogóle podważając jej decyzję.

Amy podniosła się z klęczek i otrzepała z ziemi jedwabne spodnie. Endorfiny zaczynały działać - humor jej się poprawiał. Pogoda była idealna - temperatura powietrza oscylująca w granicach 25 - 30 stopni, lekkie, ożywcze podmuchy wiatru, a na niebie żadnej chmurki. No, może za wyjątkiem samotnego cumulonimbusa, zwiastującego odległą burzę lub deszcz. Ale to był niezbyt zwracający uwagę szczegół, którym postanowiła się nie przejmować. Bez znaczenia, skoro na razie nie pada.
Trzeba się z tego cieszyć -
myślała Amy powracając do pracy. Kazała małej odnieść kosze (nadzwyczaj lekkie, jeśli mieć na uwadze stopień zapełnienia) i postawić w przestronnym hallu jej willi.

 Postanowiła popracować jeszcze chwilę, by wykorzystać pogodę w stu procentach. Przywdziewając rękawiczki spoglądała na siedemdziesięcioletnią jabłoń ocieniającą najwidoczniej tak samo starą ławkę z obdrapaną farbą w kolorze szarawej bieli. Z wiekowego drzewa zwieszały się owoce. Ogromne, szkarłatne, krwisto-złote jabłka uginały swoim ciężarem omszałe konary. Drzewo zdawało się ledwo trzymać pod naporem słodkiego dobra, aż serce się krajało, gdy Amy pomyślała, że strącone burzą owoce mogą spaść na ziemię i poobtłukiwać szlachetne wnętrze. Postanowiła ulżyć drzewu i poleciła innym służącym pozrywać tyle jabłek, ile uniosą ( a była pewna, że to nie będą wszystkie) i poznosiły do hallu. Już miała powracać do pracy, gdy kątem oka dostrzegła, że cumulonimbus przybrał dziwną barwę. I że już nie był taki samotny...

Od zachodu spiętrzały się biało-granatowe obłoki, zdawało się, że zaraz coś rozerwie tamtą część nieba, że chmury posypią się deszczem - milionami mokrych kawałków. "No nic, koniec pogody" - pomyślała ze stoickim spokojem. Pierwsze pioruny już atakowały ziemię nieopodal zabójczymi ładunkami elektryczności os zachodu. Dziewczynki uciekły w popłochu w kierunku domu.



Jesteś ciekawy dalszego rozwoju wypadków? Śledź mojego bloga, a niebawem pojawi się kolejny odcinek opowiadania. W planach także następne historie ;))

czwartek, 29 października 2015

Hej! Chciałabym Was powitać w pierwszym poście na tym blogu ;P. Dość długo zabierałam się do jego założenia, ale w końcu się przemogłam. Skoro to ten pierwszy, magiczny post, nie będę się zbytnio rozpisywać. Myślę, że nie muszę się przedstawiać, żeby nie powielać tego, co było w opisie. Na początku przejdę do kilku spraw organizacyjnych :P
Założyłam tego bloga z myślą o opowiadaniach i innych moich literackich wypocinach ;), ale nie wiem, jak to będzie dalej. Może wyjdzie całkiem coś innego, niż chciałam. W każdym razie na tą chwilę czytasz bloga z opowiadaniami ;) A skoro już czytasz, to mógłbyś może zostawić jakiś komentarz? Dla Ciebie to chwilka, a dla mnie być może cenna wskazówka, rada do dalszego doskonalenia ;) Zachęcam też do pisania do mnie, nie gryzę, a wiecie przecież, jak mnie znaleźć. Jak wspomniałam w opisie, jestem na GG, numer podany jak na tacy, adres e-mail też ;)
Jutro postaram się opublikować pierwszy odcinek opowiadania, oczywiście w miarę możliwości. Nie pozostaje mi nic innego, jak serdecznie zaprosić do czytania mojego bloga, w miarę, jak będą się pojawiały nowe wpisy. Jestem otwarta na Wasze propozycje, sugestie dotyczące opowiadań i wpisów, także na krytykę ;))