sobota, 23 stycznia 2016

Opowiadanie drugie - Tajemnica Końca - Odc. 7

Aż przystanął, aby dojrzeć sprawcę tego krzyku, tylko, że ten już nie żył. Strażnicy oprócz dziwnej broni mieli ze sobą jeszcze kogoś - nowego klucznika, mianowanego zaledwie tydzień i dwa dni temu, którego przywlekli najwyraźniej wbrew jego woli, bo na szyi miał cienką linę, która pozostawiła na skórze czerwony ślad. Zapleciona w misterny splot w jednym miejscu stała się powodem śmierci mężczyzny. W zapewne ciepłej jeszcze ręce zwisał pęk kluczy, z których jeden opatrzony był widoczną z daleka, dużą tabliczką ZIELARZ. Kiedy Alastor doszedł do tego momentu w opowieści, oczy Maedan wychodziły z orbit, nie wspominając o brwiach, które podjechały tak wysoko na czoło, że miało się wrażenie, iż za chwilę same oderwą się od niskiego czoła i wolne poszybują, gdzieś pod bezkresne, ciemne niebo z pierwszymi gwiazdami, aby do nich dołączyć...

-Mieli klucz do TWOJEGO domu?
-Tak, ale klucznik najwyraźniej wcale nie chciał się nim dzielić.
-Taa, z jakiegoś powodu był aż tak lojalny wobec ciebie...
-Myślę, że to raczej wyuczona domyślność. Sam byłem dawno temu klucznikiem, może ci nie opowiadałem.
-No nie, chyba.
-No więc wiem, że oni nie żądają kluczy z byle powodu. Mógł mieć wątpliwości, co było oczywiste. Wiesz, klucznicy w sprawie otwierania tego, co zamknięte zawsze, zawsze mają decydujący głos. Nie otworzy, zostanie zamknięte choćby i na wieki. I koniec. Sądzę, że wiesz, dlaczego? - było to jasne nawiązanie do pewnej historii.

Owa historia zapoczątkowała wszystko - sławetny koniec. Stan rzeczy, położenie, w jakim wszyscy znajdowali się obecnie, czyli świat po końcu świata, był efektem właśnie tej historii, jakże mocno związanej z kluczami i ich pilnowaniem.

Tę opowieść dobrze znała, choć niektóre szczegóły wyślizgnęły się jej pamięci.
- Chciałbym jeszcze raz opowiedzieć ci tę historię, ale pewnie ogólny zarys zdarzeń znasz, a nie mamy na tyle czasu, żeby wspominać, jak ten bajzel się zaczął. No wiesz, "koniec świata" i w ogóle. Stare dzieje. Ale coś nie wyglądasz, jakbyś rozumiała do końca, co mówiłem, co? - nie do końca miał rację, bo Maedan rozumiała, tyle, że dosyć mgliście.
- Mhm.

Alastorowi najwyraźniej zależało na uzmysłowieniu jej powagi sytuacji, bo tylko wzniósł oczy do nieba i cierpliwie przedstawił fakty jeszcze raz.
- Tylko tym razem słuchaj, bo nie mamy za dużo czasu. Najpierw, pod moją nieobecność zatkali komin. Poczekali, aż wejdę do środka. Swoją drogą, gratuluję cierpliwości. Zaciągnąwszy tego gościa z kluczami, kazali mu zamknąć drzwi, poczekali sobie kilka godzin, aż dziadydze zrobi się zimno i napali ogień. Potem dym zrobi swoje i załatwione. Aha, i było to o tyle dla nich wygodne, że nie musieliby się tłumaczyć - wymówka od razu gotowa - ot, stary dziad nie sprawdził otworu, a "pech" chciał, że drzwi się zatrzasnęły. Starcza nieudolność, rzecz normalna. Oczywiście mogłoby się odbyć dochodzenie, ale pewnie nie uznaliby go za konieczne, wobec takiej jasności sytuacji pewnie nie rozpoczęłoby to żadnych buntów, podejrzeń ani czegokolwiek w tym rodzaju.
- Ale musieli mieć miny - wtrąciła szybko Maedan - gdy nie dość, że plan im się nie powiódł, to jeszcze zdążyłeś ich upokorzyć. Mało tego, uciekłeś im! Nie spodziewałam się tego po tobie.
- A widzisz, nadal potrafię cię zaskoczyć - dodał, ale ostatnie słowa zabrzmiały jakoś tak melancholijnie. Alastor wydał przeciągłe westchnienie smutku.
-Co? O co ci chodzi?
- Widzę, że ciągle nie rozumiesz. Nie pytasz o powód tego wszystkiego. A ten jest bardzo prosty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz