sobota, 2 stycznia 2016

Opowiadanie drugie - Tajemnica Końca - Odc. 5

Jej wprawiony instynkt samozachowawczy z marszu postawił ją w stanie najwyższej gotowości w razie ataku od lasu. Nie miałaby czym się bronić, bo ręce miała zajęte. Trzymała się więc krawędzi traktu najbliżej pola - bała się iść choćby krańcem działki, bo wiedziała, że przewrażliwiony właściciel może mieć na nią oko i już czekać zaczajony za krzakiem z tym swoim przestarzałym koltem. W którymś momencie, gdy mrok już prawie zagarnął dla siebie ostatnie promienie światła, droga zbaczała prosto w sam gąszcz. Kalkulacje poczynione na szybko okazały się zgubne, nie mówiąc o ich beznadziejnej błędności. Jak mogła być tak lekkomyślna, żeby iść tu po ciemku, i to bez potrzeby, gromiła samą siebie. Niepewnym krokiem wstąpiła w gęstą knieję. Czasem musiała tędy wracać, ale nigdy jeszcze nie zrobiła tego z własnej, nieprzymuszonej woli.

Jednym z najgorszych, czego nigdy wcześniej nie zauważyła, były pająki. Droga o tej porze roku zasłana była pogniłą ściółką, czyli różnego rodzaju liśćmi, gałązkami podobną materią, czyli inaczej pierwszej klasy siedliskiem tych zwierząt. Patrząc na swoje stopy z obrzydzeniem odkryła, że każdy jej krok powoduje ucieczkę w tego miejsca kilku stworzonek, które wcale do ładnych nie należały. Mogła się założyć, że gdyby było ad finem cicho, mogłaby usłyszeć obrzydliwy chrzęst ich oskórków, które pękają jak kruche ciasteczka pod naciskiem jej butów.

Piętnując swoją własną głupotę, odwróciła wzrok, zniesmaczona ostatnią myślą i porównaniem do ciastek. Przyspieszyła kroku. Jednak ko kilku zdegustowanych krokach, jeżeli można to tak nazwać, wypełnił się scenariusz z może nie najczarniejszych snów, ale z tych, które na długo pozostają w pamięci jako mini-traumy.

Z początku myślała, że jej się tylko wydawało. Spróbowała oderwać nogę od ziemi nie spuszczając wzroku. Nie mogła. Poziom adrenaliny podskoczył w żyłach do maksimum, a oczy w momencie osiągnęły wielość spodków. Pęd spowodował, że upadła, tracąc szanse na ucieczkę przed tym, co właśnie przed chwilą wysunęło kościste i zwyrodniałe palce z krzaka i stalowym uchwytem złapało za gołą kostkę u nogi. Kątem oka zobaczyła, jak ludzka ręka równie szybko wsuwa się z powrotem i wystraszyła się jeszcze bardziej, nie mogąc śledzić choćby ruchów napastnika - ludzie, którzy z niewiadomych powodów chowają się w nocy w lesie mogą być... hmmm, trochę nieobliczalni? Zwłaszcza, jeśli łapią cię za nogi. Wiedziała, że już teraz nie ma szans na ucieczkę, więc odczołgała się na startych drugi raz dzisiaj kolanach jak mogła najdalej i w niewyobrażalnym napięciu czekała na rozwój zdarzeń

Domniemany oprawca zaczął się podnosić. Z trudem. Nie był ani wysoki, ani potężnej czy chociaż sporej postury, za to poruszał się, jakby nękał go artretyzm. Nie pasowało, że robił to z tempem i siłą dużo mniejszymi od tych, z którymi jego ręka schwyciła jej kostkę. Jakby ręka była kogoś innego? Albo po prostu sprawnością odstawała od reszty ciała. Może była wprawniejsza, bo nie dało się wychwycić ruchów ani nawet skrywanej obecności innej osoby. Czyżby lata poświęcone jakiejś pracy, która angażuje tylko dłoń? Hmmmm... Rozcieranie składników w zielarskim moździerzu?

4 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że nie obrazisz się za to, co napiszę, ale piszesz bardzo... spokojnie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Podoba mi się, że nie silisz się na jakieś niepotrzebne fajerwerki, nie śpieszysz się z rozwojem akcji i budujesz atmosferę oraz cały świat twojego opowiadania. Na pewno będę wpadać czasami, bo jak na swój wiek piszesz naprawdę dojrzale (mam nadzieję, że się o to nie obrazisz :P).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) jestem wdzięczna za komentarz, bo jak na razie zbyt wielu się o niego nie pokusiło ;)co nie znaczy, że jeśli będzie ich więcej, nie docenię ;) wypowiedziałeś moją myśl, ponieważ sama uważam, że momentami akcja jest "spokojna", a czasami trudno mi utrzymać tempo ;) więc w.żadnym wypadku nie obrażam się ;)) ja też na pewno odwiedzę twojego bloga jeszcze raz ;)PS link za link?

      Usuń
  2. Dwa ostatnie akapity=rewelacja. Podoba mi się, że tak szczegółowo opisujesz położenie Maeden (chyba dobrze napisałam:)) Twój styl pisania jest godzien niektórych książek, dorównujesz już niektórym autorom, no może nie wszystkim, ale przy tym masz swój własny, wyjątkowy styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju dzięki ;)) nie spodziewałam się takiego komentarza ;) Bardzo mi miło. Wobec takiego stanu rzeczy chyba muszę się zreflektować w sprawie częstości publikowania, która bynajmniej nie jest powalająca :/ Da się zrobić ;) Życzę powodzenia w pisaniu ^^

      Usuń