środa, 6 lipca 2016

O czym myśli humanista w autobusie, czyli refleksje rodem z komunikacji publicznej cz.2


część 2

Gdzie zwykle jesteś o siódmej rano? O czym myślisz?

Może w autobusie? Jak ja na przykład w czasie roku szkolnego. I jak większość młodzieży szkolnej w tym czasie. Już kiedyś uraczyłam tych, którzy chcieli słuchać przemyśleniami z tego jakże barwnego środowiska, czysto autobusowymi wypocinami. Ale w pojazdach komunikacji publicznej jest zwykle zbyt dużo czasu na myślenie, jeżeli akurat nie powtarzasz na chemię albo matematykę... Ten tekst czekał sobie calutki czerwiec, aż zdecydowałam się go upublicznić, stąd temat autobusu, którym zdążam co dzień do szkoły, trochę spóźniony, bo przecież mamy wakacje.

Wszyscy zawsze siedzą na tych samych siedzeniach. Sporadycznie zdarza się ktoś nowy. Niewtajemniczony w niepisane Prawo, burząc trwały porządek porannego życia pachnącego spalinami wjeżdża w nie z butami, no. Godny linczu, kiedy bezczelnie usadza swą osobę na odwiecznym miejscu nieszczęsnej pani, która wsiada na następnym przystanku.



W drugim roku korzystania z tej samej liniówki twarze pasażerów nie są już tak anonimowe, każdego znam, nie znając jednocześnie nawet jego imienia i nazwiska.Na przykład wiem, że Pani na szóstym siedzeniu ma syna w podstawówce. Wstaje on później niż ona i je na śniadanie płatki. Zawsze do niej dzwoni, a ja siłą rzeczy, nie podsłuchując ani jej nie śledząc, troszkę o nim wiem. Duży plus dla tej Pani - nie cały autobus słucha jej rozmów. Ja siedzę akurat koło niej, jedno siedzenie dalej, więc przyciszona rozmowa akurat do mnie dochodzi, ale nie ma w tej rozmowie nic z tych publicznych, których wszyscy muszą słuchać, nawet, jeśli nie chcą, bo rozmówca nie jest łaskaw trochę ściszyć głosu.

U innej Pani rzuca się w oczy bardzo nierówny koloryt skóry. Wygląda jak strasznie nierówna opalenizna albo jakieś plamy. W rzeczywistości wiem, że to może być po prostu za ciemny podkład, bo każdego dnia plama trochę się przesuwa. Zawsze żuje gumę. Mocne miętowe.

Poza tym co dzień mamy tu festiwal różności. W końcu ją zauważyłam, bo niedawno każda osoba wydawała mi się tak samo bezbarwna i anonimowa. Stereotypowe starsze babcie, które zawzięcie mierzą wzrokiem hipstera, oczami zdzierają mu te białe tenisówki znanej marki, między sobą, po cichu oblewają błotem obelg dresy do kolan, nie omijając przy tym koszulki we wściekle różowe kwiaty. On tylko na nie zerka, ale nic sobie z tego nie robi. Zaraz i tak wysiada.

Nie rozumiem. Jakby każdy był taki sam, bez outsiderów i osób, które jakoś pozytywnie się wyróżniają, też by narzekały. Chociaż pewnie trudno Im takich zaakceptować, bo w czasach Ich młodości przecież było inaczej...

Nekrologi. To Je szczególnie interesuje. Momenty, kiedy mijamy słupy z ogłoszeniami są naznaczone wielkim napięciem. Jeżeli nie widać kartki, dozwolone jest zerwanie się z miejsca, by przeczytać na głos jej treść. Ale jeżeli nawet i tak się nie da...

Teraz historia prawdziwa. Wygrzewałam sobie waśnie twarz w słoneczku, bo zmarzłam na przystanku (wczesna wiosna była), myślałam sobie właśnie o nowej trasie koncertowej Iron Maiden (przyjadą do Polski, czy też nie?). Jakże było miło... Ktoś mnie pukał w ramię. Musiałam otworzyć oczy. Natarczywe palce należały właśnie do Naczelnej Miłośniczki Nekrologu.
- Dziewczynko!? Nie widziałaś może, co tam pisało na klapsydrze? - nazwa zwyczajowa kartki.
- No nie... Nie spojrzałam.
- No ale nie wiesz chociaż, czy pan czy pani? - naciskała gorąco.
- Nie, naprawdę... - nie dokończyłam, bo już machnęła ręką. Widać było, że zwątpiła w młode pokolenie.
- Nawet nekrologów nie czytają! - prychnęła bardziej w próżnie, niż do swojej młodej, przypadkowej towarzyszki, która porozumiewawczo się do mnie uśmiechnęła. Wcześniej nie zauważyłam, żeby udało jej się cokolwiek wtrącić do rozmowy - monologu starszej Pani.


Około września nie mogłam patrzeć sobie przez przednią, wielką szybę, bo słońce chciało wypalić mi oczy. W czerwcu i okolicach słońce jest na tyle wysoko, że już mnie nie oślepia. Mogę nawet obserwować świecącego robaczka, świetlny refleks pełzający po metalowej barierce na przodzie. Ciekawe, czy koś go jeszcze zauważył?


13 komentarzy:

  1. Czytałam już kilka takich opowieści z autobusu na innych blogach. Tam dzieje się tyle różnych ciekawostek, które skłaniają ku refleksji z życiem. ja nie jeżdżę autobusem, tylko samochodem, więc w zasadzie takie historie mnie omijają.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadąc samochodem tez można tak wiele zauważyć...

      Usuń
  2. Autobusy mogą stanowić niezłe źródło inspiracji, że tak powiem. Spędziłam w nich sporo czasu, ciągle dojeżdżałam i w sumie lubię to, no poza niektórymi niedogodnościami typu. brud i wypełnienie po brzegi, że szpilki nie wsadzisz. Ocieranie się o obcych nie jest przyjemne. Ale niewątpliwie również poddawałam się autobusowym rozmyślaniom. Młodzi nie czytają nekrologów, bo też cóż jest w tym pasjonującego? Rodzi się we mnie myśl, że starsi to robią, wyczekując swojej kolejki albo tematu plotek. Hipsterzy są świetni! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmyślania są nieuniknione... A hipsterzy o tyle odstają, że mieszkam na wsi i ludność tutaj jest... bardziej konserwatywna?

      Jakoś nie mogę trafić na Twojego bloga, jakby link nie działał, wyświetla mi się tylko komunikat, że strona nie istnieje... Szkoda, czy inni też to zauważyli, czy tylko u mnie tak jest?

      Usuń
    2. Też jestem ze wsi, więc wiem o czym mówisz ;).
      Usunęłam, także już go nie ma. Może kiedyś będzie nowy. Dziękuję za zainteresowanie. ;)

      Usuń
    3. No to szkoda... Ale jak kiedyś będzie nowy, będę o tym od Ciebie wiedziała? :)

      Ciepełka

      Usuń
    4. Oczywiście, dam znać ;).

      Usuń
  3. No widzisz, a ja chodzę pieszo i tyle obserwacji mnie omija...
    czytanie nekrologów to taka towarzyska forma starszych ludzi, czytają kto znajomy odszedł, na kogo teraz kolej, może brzmi to trochę strasznie, ale tak jest, żeby nie przegapić pogrzebu i oddać ostatnią przysługę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie omija - może nawet są ciekawsze? Z tymi nekrologami, może i tak jest, ale sama nie wiem...

      Usuń
  4. Od lat nie jeżdże autobusami, i jakoś za tym, mimo wielu ciekawych historii, nie tęsknię. A o siódmej rano...hm... najchętniej jestem jeszcze w łóżku. I na szczęście rodzaj pracy mi na to pozwala:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też bym chętnie była, z resztą, kto by nie chciał? Teraz wakacje, więc nawet do dziesiątej się zdarza...

      Usuń