sobota, 12 marca 2016

O czym myśli humanista w autobusie, czyli refleksje rodem z komunikacji publicznej...

Płatki grubego, nieznośnie mokrego śniegu szybko zdychają na szerokiej, przedniej szybie autobusu, który mknie całe 60 kilometrów na godzinę prowincjonalną autostradą do równie prowincjonalnego gimnazjum im. Wł. St. Reymonta. Zaraz potem wydaje się, że to koniec tych wielkich, grubych i zimnych płatów późnozimowego śniegu, ale te popchnięte skrzydłem niestrudzonej, choć zmęczonej i wypalonej zawodowo wycieraczki lecą po mokrym szkle jak po tafli lodu, a gdy dotrą do końca szyby, tego magicznego załamania, o ile w ogóle dotrą, znikają z oczu pędzone wiatrem dalej w świat.

Ludzie w autobusie mają tylko tył głowy. Albo same twarze kontrastujące na tle ciemnego obicia oparć, jeżeli wystarczająco zaangażujesz szyjne partie mięśni i odwrócisz się, aby na nich spojrzeć. Choć i tak nie dostrzeżesz zbyt wielu szczegółów, nie możesz się przyjrzeć - pomyśleliby, że jesteś dziwny, albo masz coś z szyją.

Oni są anonimowi dla wszystkich w autobusie, a wszyscy w autobusie są anonimowi dla nich. Autobus to festiwal anonimów - z reguły nikt nie obchodzi nikogo i nikt nie zwraca uwagi na tył głowy przed sobą, chyba, że zauważy w nim coś ciekawego. Mój chyba nic takiego w sobie nie ma.

Najbardziej lubię miejsce w okolicach jednej trzeciej długości pojazdu (licząc od kierowcy), w lewym rzędzie. Mogę tam myśleć o tyłach głów przede mną jednocześnie obserwować świat przez wielką przednią szybę, która zawsze jest czysta. Do bocznych okien mam uprzedzenie - realność, świat w nich wydaje się błahy i nic nie znaczący, bo przecież tak szybko przemyka. Po prostu traci na ważności, której ma tak wiele.

Płaszczyzna na prawo od deski rozdzielczej, nazwijmy to blat roboczy, w "moim" autobusie jest zawsze zagracona, dlatego ma w sobie coś interesującego. Podobnie, jak często spotykane ozdoby zawieszone w górnej części przedniej szyby, może dużo powiedzieć o kierowcy i ego świątyni.

Gdy błądząc wzrokiem w wyżej opisanych obszarach, moje oczy koloru bliżej nieokreślonego zatrzymują się na zszarzałej tabli, z której malowniczo odłazi lakier. Tata określiłby to jako "łintindż", a ja pewnie bez słów domyśliłabym się, że chodzi o "vintage". Ową tablicę ktoś zapewne nieumyślnie zasłonił w połowie jakimiś przedmiotami. Zauważyć da się tylko starannie i równo naklejone foliowe literki "YSTOŚĆ". Zalewa mnie fala inspirująco - poetyckich domysłów, co też tam ktoś napisał, ale na plan pierwszy wysuwa się "rzeczywistość".

Nie lubię trwać w niewiedzy, toteż w końcu zdobywam się na przechylenie głowy, by przeczytać tajemniczy napis. Chwila prawdy...

CZYSTOŚĆ. ZACHOWAJ CZYSTOŚĆ. Ehhhh... Lipa. "rzeczywistość" potrafi zgasić lepiej, niż kubeł wody dogorywającą zapałkę.  Co za niesmak. Jeszcze raz spoglądam na śnieg, z którym teraz zaczyna mieszać się kapuśniaczek.

Autobus hamuje na moim przystanku, przygotowuję się na uderzenie zimna - może nie jest na minusie, ale dla mnie temperatura poniżej dwudziestu pięciu stopni Celsjusza jest zbyt niska, bym mogła spokojnie egzystować. Nie, nie jest źle, ale mam pięćdziesiąt metrów pod wiatr, zanim przekroczę bramę szkoły. Cóż, co pozostaje, niż uchylić czoła śnieżynkom?

A propos, wiecie, że śnieg można usłyszeć?

Trzeba się tylko dobrze skupić. Lubię słuchać śniegu, odkąd zimą zepsuł nam sie samochód. Nieznacznie, trzeba było tylko wymienić koło, co też fachowo zrobiła moja mama. W sumie dwadzieścia minut wliczając czas, jaki zajęło "wyczajenie", o co chodzi poczciwej zielonej Skodzie. Powyższe zdarzenie nieafirmatywnie wpłynęło na nastrój  Karoliny. Trochę się wkurzyła, ściślej mówiąc, więc zaproponowałam rozrywkę.
-Naucz mnie gwizdać! - uniosła wysoko brwi, ale się zgodziła.

Jednak po jakiejś minucie ja zwątpiłam, a Karo zyskała jedynie kilka budzących nieskrywane obrzydzenie kropelek na twarzy. Potem znowu zaczęła marudzić, ze przez samochód (a raczej jego koło) późno wrócimy i takie tam, a chciała coś jeszcze porobić w domu. Taaa. Pewnie poleżeć z książką i kakaem na kanapie, bardzo w jej stylu. Pocieszyłam ją, że w końcu dwadzieścia minut to całe cztery piosenki, ale nie wiedzieć czemu spojrzała na mnie tym swoim pełnym wyrzutu wzrokiem, którego wolę unikać, co też zrobiłam tym razem. Nigdy się nie dogadam ze ścisłowcem. Co jednak nie zmienia faktu, że uwielbiam jej czysto teoretyczne mowy, którymi tak często się ze mną dzieli (cytuję "jeżeli osoba A ma czworo rodzeństwa, to zużyją kakao Puchatek w pięć dni").

Może tego nie powiedziała, ale poczułam się wyproszona (wcale nie kulturalnie i taktownie) z jej prywatnej przestrzeni, a że nie chciałam się narażać, poszłam słuchać śniegu.

Pozwoliłam powiekom odciąć sobie dostęp to teraźniejszości jak jakimś biologicznym kurtynom i czekałam, czym tym razem zaskoczy mnie moja nieprzewidywalna, mozaikowata i kalejdoskopowa wyobraźnia, a ta wyskakuje ze ŚNIEGIEM. Fakt, bo w niecodziennej oprawie - jedynie dźwiękowej. Ciekawe, czy gdyby mi się przyśniły dźwięki śniegu, to czy wiedziałabym, co słyszę?


Myśląc o Panu Łysym Kierowcy 

14 komentarzy:

  1. Bardzo często dostaję na swoim blogu komentarze w których ludzi dziwi moja dojrzałość jak na osiemnastolatkę, ale sama nie wpadłam jeszcze na blog kogoś młodszego ode mnie lecza równie dojrzałego. Czytając ten tekst po tym jak zerknęłam ile masz lat jestem w ogromnym szoku jakie dorosłe masz przemyślenia. Naprawdę z przyjemnością przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie miłe słowa ;) Bardzo dziękuję, a ja sama również czytam Twoje felietony z niemałą przyjemnością ;)

      Usuń
  2. Śnieg nie tylko słychać, ma także wiele kolorów...
    Nigdy nie przepadałam za autobusami PKS czy busami, wolę pociągi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Poetycko napisany post. Zawiera wiele trafnych spostrzeżeń, których przeciętniak nigdy nie dojrzy. Proszę pisać, czytam z zainteresowaniem.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo ;) Spostrzeżenia, trafne, czy też nie, potrafią nasunąć się w najdziwniejszych miejscach i wcale nie o czasie, dlatego warto je zapisywać ;)
      Pozdrowionka cieplusie :)

      Usuń
  4. Zginęły komentarze w tej nowej odsłonie, jasne na jasnym nie sprawdza się....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście! Dzięki za uwagę, już zmieniam!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Gdy jeździłem do pracy do Warszawy pociągiem, to pasażerowie też starali się zachować anonimowość, chociaż ludzi w przedziale widać całych. Większość spała chowające twarze pod kurtkami i płaszczami. Wyglądali niczym jeźdźcy bez głowy
    Nowy szablon bloga jest ciekawszy, niż poprzedni, jednak zbyt dużo barw szybko męczy wzrok. Niestety, komentarze innych są dla mnie zupełnie niewidoczne, wyblakłe. Szkoda, bo bardzo lubię czytać wpis z komentarzami, wtedy mam wrażenie, że uczestniczę w dyskusji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, taki bezsensowny efekt psychologiczny...

      Dzięki, sama bym tego nie zauważyła, wczoraj, gdy to robiłam, nawet nie spojrzałam na efekt końcowy :/

      Usuń
    2. Ja nie widziałam wcześniejszego efektu, ale teraz jest świetnie. Kolory w tle nie są za jaskrawe, tylko spokojne, ale dalej kolorowe i idealnie pasują do reszty. Bardzo pozytywna zmiana. A tak na marginesie, lubisz zmiany?

      Usuń
    3. Przepraszam Zuziu, ze tak późno, jakos tak wyszlo; ) powiem Ci tylko, ze wcześniejszy efekt był... No cóż... Malo czytelny.

      Zmiany... Raczej nie. Przeważnie mnie przerażają, chociaz te na mniejszą skalę mogą być ciekawe.

      Usuń
  6. Teraz tekst i komentarze są super widoczne :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem, jak inni, ale mnie śnieg w marcu doprowadza do smutku i „ogólnego złego nastawienia do świata” jak to mówi mój kolega. U mnie nie pada za często, ale u Ciebie nieźle sie trzyma. Lubię czytać takie głębokie i wartościowe przemyślenia. Pisz dalej :*
    Pozdrawiam
    i do napisania
    ZuziBeAna

    OdpowiedzUsuń