niedziela, 6 grudnia 2015

Opowiadanie drugie - Tajemnica Końca - Odc. 1

Po piętnastym kilometrze nieźle umięśnione nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Maedan pomyślała, że zaraz potruchta do Dziada, aby na dzisiaj zwolnił ją z pracy. Było jeszcze wczesne przedpołudnie, ale mimo to przepracowała dzisiaj już dzienny przydział pracy. Dziad był dokładnie taki, jak wskazywał jego przydomek, nadany dawno temu przez Średnich. W rzeczywistości nosił podniosły tytuł Wielkiego Przedstawiciela, ale chyba sam nie pamiętał swojego prawdziwego, niegdysiejszego imienia, bo był tak stary, że jego śnieżnobiała broda i włosy w tymże kolorze ciągnęły się daleko za tronem, elegancko przerzucone przez spracowane za młodu ramię. W oczy rzucał się też brak jednego palca, na temat czego snuto różne insynuacje, ale wobec tak długiego życia możliwości do jego straty było tak dużo, że nie sposób zgadnąć, jak do tego doszło. Przywódca był najstarszy w osadzie, krążyły nawet legendy, że pamięta koniec dwudziestego drugiego wieku. Mało kto  miała prawo odnosić się do niego tak, jak Maedan bez groźby kary natychmiastowej śmierci. Tak, czyli bez licznych pokłonów, strachu, skruszenia i pokory. Dla innych w Osadzie nie do pomyślenia: podejść do Wielkiego Przedstawiciela bez równie ważkich, jak i bezcelowych pokłonów i gestów szacunku. Jednakże Maedan była do tego więcej niż upoważniona, mimo tego, że miała dopiero piętnaście lat. Powód tego wyjątku był jeden, lecz jakże prosty - była Pośrednikiem. Spieszę z wyjaśnieniami - otóż jej funkcją było sprintowanie między Stanowiskami (miejsca, gdzie wykonuje się różne Fachy - prace potrzebne do zapewnienia samowystarczalności Osady), pomoc w każdym z nich, przez co musiała opanować podstawy wszystkich Fachów w stopniu pozwalającym pomagać w podstawowych problemach. Jeżeli nie opanowała danej funkcji, musiała biec dodatkowe kilometry po kogoś bardziej kompetentnego, co kosztowało niemałe uszczerbki na sile, a tego przecież chciała uniknąć. I choć ciągle się szkoliła, czasami jeszcze musiała, rada, nierada nadłożyć trochę drogi przez niekompetencje, pieczołowicie tępioną przez wszystkich przełożonych w poszczególnych Stanowiskach. Powinni zrozumieć, że będąc piętnastolatką, nie może ogarnąć tego wszystkiego i jeszcze spełniać te wszystkie ich wygórowane żądania...

Droga do Kwatery była długa, więc miała czas, aby pomyśleć. Oddając się przemyśleniom, uporządkowawszy wiele spraw w myślach dotarła w końcu do celu. Kwaterę umieszczono w w prawym skrzydle Ośrodka, który z kolei wybudowano od wschodniej strony Osady, odgradzał on budynki gospodarcze od części w kształcie okręgu - zasadniczej Osady, gdzie poruszali się zwykli mieszkańcy, gdzie były ich mieszkania, Stanowiska i wszystko, co należało do Osady. Weszła przez bogato zdobione drzwi do budynku, oddając zwykłe, beznamiętne i sztywne pokłony w stronę strażników w chromowanych pancerzach. Po tylu latach czyniła to już całkowicie machinalnie. Ale na początku bardzo się ich bała i czuła się zaszczycona, kiedy odpowiadali tym samym, co leżało przecież w ich obowiązku.

Śmiesznie wyglądali, cali na szaro, na tle ścian i wystroju, gdzie królowały królewskie czerwienie. Przemieszczała się posuwistym krokiem do drzwi głównego gabinetu. Bezceremonialnie otworzyła drzwi, uprzednio pukając nieco od niechcenia i wyklarowała sprawę, dlaczego narusza jego spokój. Oddawszy głos Dziadowi na wstępie przewróciła oczami, albowiem wyczuła w tonie jego głosu nutkę natchnionego brzmienia, co świadczyło, ze zaraz zacznie prorokować.

Rzekomo miał dar przepowiadania przyszłości i widzenia rzeczy, o których im sie nawet nie sniło. Chyba tylko Maedan z całej Osady nie wierzyła i nie bała się pozornego "uzdolnienia" przywódcy.

Ale myliła się w przypuszczeniu, bo w porę wyrwała go z tego stanu i zwrócił ku niej w pełni swiadomie turkusowe oczy, których źrenice czasami przybierały barwę mleka. Nikt nie wiedział, dlaczego tak się działo.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz