Właśnie pod tym względem nasza era jest o wiele gorsza od średniowiecza. Wtedy kto mógł i chciała siadał na koń, jechał za granicę, gdziekolwiek, nie musiała chodzić, załatwiać wiz, paszportów, głupich biletów. Być może ludzie byli mniej podejrzliwi i roszczeniowi, bo żeby kogoś przepuścić przez prawną "bramkę" nie potrzebowali "dowodu tożsamości". Średniowiecze to zaścianek? TO dopiero jest zaściankowe - jakby ludzie bali się karteczek. Może powodem tego jest to, że ludzie permanentnie wyrobili sobie reputację kłamców i oszustów, skoro trzeba ich nie tylko sprawdzać i kontrolować na każdym kroku, ale wystarczy do tego jedynie druk?
Gdy te i tym podobne przemyślenia osiągnęły apogeum, cała jej dotychczasowa filozofia życiowa legła w gruzach. Bo czy coś innego, jeśli nie papiery dotąd były całym sensem jej życia? No tak, jeszcze cyferki. Jak najwyższe i najlepiej na papierach wartościowych. Tak, im wyższe, tym lepiej.
Już wiedziała, co zrobi.
Sama usłyszała swoje kroki przez autobus. Jakby była osobą trzecią obserwującą zajście. Jej uszu, wysoko osadzonyh na dumnej niegdyś głowie, dobiegło jednostajne stuk stuk czółenkami. Stuk stuk korytarzem. Stuk stuk schodkami. I wreszcie stuk stuk chodnikiem
Do domu wróciła pieszo, chociaż autobus wywózł ją już kawał drogi od domu. Weszła do hallu, zrzuciła czółenka i rzuciwszy jeniedbale w kąt, zamarła. Dotarło do niej, że to nie było normalne zachowanie. Teraz mogła się założyć o stówę, że ktoś potem na nią wołał, krzyczał za nią, że przecież mają jej dowód, co ona w ogóle robi i tak dalej. Tyle, że to już nie było ważne.
Żadne dowody, legitymacje, zbędne podpisy, zadrukowane drobnym Times New Romanem arkusze. To już nie jej życie, tylko wszystkich innych. Ona od TERAZ żyje inaczej.
Tego dnia Amy Sharon oficjalnie się przebranżowiła. Z zatwardziałej egoistyczno - zachłannej snobki z "wyższych sfer" na testera. Testera życia. Ale nie tego dotychczasowego - całkiem innego, wolnego od formalności, takiego, w którym nie ma kruczków prawnych, tekstów z niezliczoną liczbą gwiazdek w indeksie i podpisów na kartkach, na które nikt nie zwróci uwagi, jeśli je wypełni, ale będzie miała kłopoty, jeśli tego nie zrobi. To już nie było ważne.
Ale czy w ogóle w tych czasach życie w inny sposób jest możliwe? Zaczynały ogarniać ją wątpliwości. Być może obejście procedur nie stanowi zadania nie do przeskoczenia? Jeśli nie spróbuje, nie dowie się.
Na niebie pojawiła się tęcza.
Żadne dowody, legitymacje, zbędne podpisy, zadrukowane drobnym Times New Romanem arkusze. To już nie jej życie, tylko wszystkich innych. Ona od TERAZ żyje inaczej.
Tego dnia Amy Sharon oficjalnie się przebranżowiła. Z zatwardziałej egoistyczno - zachłannej snobki z "wyższych sfer" na testera. Testera życia. Ale nie tego dotychczasowego - całkiem innego, wolnego od formalności, takiego, w którym nie ma kruczków prawnych, tekstów z niezliczoną liczbą gwiazdek w indeksie i podpisów na kartkach, na które nikt nie zwróci uwagi, jeśli je wypełni, ale będzie miała kłopoty, jeśli tego nie zrobi. To już nie było ważne.
Ale czy w ogóle w tych czasach życie w inny sposób jest możliwe? Zaczynały ogarniać ją wątpliwości. Być może obejście procedur nie stanowi zadania nie do przeskoczenia? Jeśli nie spróbuje, nie dowie się.
Na niebie pojawiła się tęcza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz