sobota, 19 grudnia 2015

Opowiadanie drugie - Tajemnica Końca - Odc. 3

Wizja wolnego dnia, bez narzuconego z góry sposobu jego spędzenia, bardzo ją ucieszyła, toteż niemal od razu zapomniała o zmęczeniu. Weszła na rynek z towarzyszącym jej zawsze wtedy podekscytowaniem. Może i asortyment nie był bogaty, za to zachwycał barwami i różnorodnością kształtów. W ten sposób mieszkańcy nadrabiali chociaż wizualnie towarzyszącą i wszechobecną biedę. Chciała odszukać znajomego starca, którego historie wręcz ubóstwiała. Uwielbiała jego styl opowiadania i intrygował sposób mówienia - dziwne zakańczanie zdań, jakby podkręcał słowami swe długie, białe wąsy, trzymające się w nienagannym ułożeniu zagadkowym sposobem.

Ku swojemu zdziwieniu, spostrzegła jednak jego brak na placu targowym. Zwykle zajmował niski prowizoryczny stołek z pieńka obok straganu w przyprawami i ziołami - kochał ich zapach i potrafił zrobić z nich chyba wszystko. Zdumiała się, nie mogąc go znaleźć, gdyż odkąd pamiętała, zawsze był na rynku i zawsze mogła do niego przyjść. Może po prostu zmienił zwykłe miejsce? Zadała sobie pytanie, ale po chwili zaczęła wpadać w panikę. Do tej pory nie było dnia, żeby nie siedział w swoim zwykłym, nasłonecznionym miejscu czekając, aż skończy pracę i przyjdzie albo opowiadając tym, którzy chcieli go słuchać, historie zamierzchłych czasów lub swoje autorskie, wymyślone.

Coraz bardziej gorączkowo przeciskała się przez ludny zwykle o tej porze udeptany plac, ale ludzie bynajmniej nie współpracowali - ciągle czuła pełne irytacji źle wymierzone pchnięcia łokciami w żebra i posykiwania. Nic dziwnego, chciała szybko przedostać się przez tłuszczę i odnaleźć przyjaciela, przez co niezbyt miała na uwadze podrażniony przepychaniem tłum.Okrążywszy miejsca, gdzie przypuszczała, że będzie postanowiła spytać zaprzyjaźnioną przekupkę - Amelię. Była nieszkodliwa, jej życie wypełniały jedynie plotki i pogłoski, które szerzyła z właściwą sobie skutecznością i żarliwością. Na jej pytanie odpowiedziała niepokojąco:
-Widziałam, jak się tu kręcisz - ależ oczywiście, nic nie mogło umknąć jej uwadze - i domyśliłam się, czego szukasz. Alastora nie ma już od dwóch dni i wszyscy to zauważyli. Nie, nikt go tu nie widział, ale stara Sae rozpowiada, ze zachorował.

Celowo nie dopuściła do wiadomości ostatniego zdania, by jeszcze bardziej się nie niepokoić. Pomyślała, że Sae pewnie posłyszała jakieś plotki (których ostatnimi czasy krążyła całkiem pokaźna ilość). Po chwili przyłapała się na tym, że stoi na przeciwko Amelii o otwartymi szeroko oczami i półotwartymi ustami. Szybko się zreflektowała.
- Przepraszam, zaskoczyłaś mnie. Ja już pójdę - dodała zdawkowo i czym prędzej się oddaliła.

Niemożliwe, żeby coś mu się stało - myślała. Po prostu nie chciała w to uwierzyć. Pomyślała, że skoro dziś go nie ma, wróci jutro (innej możliwości w ogóle nie brała pod uwagę). Gdy zdołała sama siebie o tym przekonać, postanowiła, że zrobi coś w domu. Pracy i tak pewnie już jest nawał, przecież prawie tam nie przebywała, a jej rodzice również pracowali całymi dniami. Trochę się rozluźniła, gdy dostrzegła na wzgórzu chatę Alastora, i jej duże okna, rozjaśniane przez wesołe miganie płomieni z życiodajnego paleniska. Szkoda, że nie zauważyła braku dymu z otworu w dachu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz