czwartek, 10 grudnia 2015

Opowiadanie drugie - Tajemnica Końca - Odc 2

Ale w sumie to niczego nie zmieniało i ta wiedza nie była nikomu do życia potrzebna. Nadal musieli pracować, nadal warunki były niesamowicie ciężkie, a tak poza tym, nic już raczej nie mogło odwrócić faktu, że tak jakby koniec świata już był. I to nawet całkiem dawno. Tak było i koniec.

Dziad zgodził się, przy czym ostro przypomniał jej, że zbliża się ostatni dzień szkolenia, a co za tym idzie, ceremonia. Głównie chodziło o to, że miała dostać swoje pierwsze porządne ubrania na zimę. Choć może wydawać się to dziwne, to właśnie jej w całej Osadzie najbardziej były potrzebne. Zwykli mieszkańcy podczas tutejszych srogich zim całe doby przesiadywali w domach przy ogniu, a pracownicy Stanowisk pracowali w swych zakładach, rozgrzewając się ciężką pracą. Nikt o zdrowych zmysłach nie wychodził na ścinający wszelki płyn mróz, tylko ona musiała poruszać się po dworze. Do tej chwili musiała radzić sobie z tym, co miała, a nie było łatwo. Przecież nikt nie dałby jej zimowych ubrań skoro nie wiadomo było, czy przeżyje szkolenie.

Dawniej w Osadzie trzymano dość duży zapas zimowego ekwipunku, ale zgromadzone zostały tylko i wyłącznie dla Pośredników. Jednak czas nie był sprzymierzeńcem tych i tak skromnych zapasów - czasem dohodziło do kradzieży albo zawistnego niszczenia tego niezwykle cennego sprzętu, lub po prostu dobierały się do niego szczury. Te wielkości małych psów potrafuły zniszczyć je doszczętnie. Pech chciał, że teraz w magazynie znajdował się tylko jeden zestaw.

Wszyscy, którzy byli nieco bardziej zorientowani w sprawach organizacyjnych Osady bardzo martwili się, co zorganizować dla następnego Pośrednika. Niemal nie sposób było przetrwać, gdy nie miało się ubrań (do tej pory jakoś z trudem wytrwała, ale nie miała ochoty dalej biegać w krępującej ruchy ciała wełnie z domieszką izolującego plastiku).

Oprócz samego wręczenia na ceremonię składało się wiele innych elementów, ale Maedan uważała je za śmiertelnie nudne. Były to między innymi występy dzieci czy czcze frazesy misternie układanych przemów dostojników całej Osady. Ceremoniał był obszerny, ale i tak cały obrządek skupiał się tylko wokół niej, jednakowoż zbytnio jej to nie przeszkadzało. W tym roku ceremonia miała być o tyle ciekawsza, że znaleziono stary noktowizor z końca dwudziestego pierwszego wieku i jego prezentacja miała być gwoździem programu. Może i nie był najnowszej technologii, ale zawsze ułatwienie dla niej, bo niejednokrotnie musiał wracać po całym dniu całkiem po ciemku, a nie wiadomo, co wyjdzie zza krzaków.

Ponownie pogrążając się w zamyśleniu, opuściła Kwaterę. Skierowała się do centrum Osady - czyli prowizorycznego targu (jakby mieli czym handlować) - by posłuchać, co też ciekawego mają do powiedzenia starzy ludzie. Lubiła szczególnie słuchać opowieści z dawnych czasów, które rzekomo pamiętali staruszkowie. W rzeczywistości były tak ukoloryzowane, że nikt nie miał wątpliwości, że nie są w stu procentach prawdziwe.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawe i interesujące opowiadanie. Tytuł też jest zajmujący, jeśli chcesz wpadnij na mojego bloga. (blogzuzibeany.blogspot.com) Twoje opowiadanie iście podchodzie pod styl średniowiecza. Jestem ciekawa co będzie dalej. Podoba mi się styl w jakim piszesz. I dlatego też pozwoliłam sobie zamieścić linka do niego na swoim, w zakładce ciekawe blogi. Jetem dwa lata młodsza od Ciebie. Nie wiem, czy się nie mylę, ale jestem pierwszą osobą piszącą komentarz (jej!). Skoro już się spotkały dwie nastoletnie blogerki, to może powiesz jak ci zamieścili bloga na opowi.pl? Tam go właśnie zauważyłam. Nie czytałam dzisiaj wszystkich postów, ale przeczytałam wszystkie z października i grudnia i część z listopada. Podoba mi się jak piszesz, a poza tym, masz takie samo tło jak ja ;)

    OdpowiedzUsuń