W moim pokoju, wieczorem, z zapalonym światłem, najczęściej w towarzystwie kota i świnki. Najlepiej na podłodze - wtedy przychodzi więcej pomysłów. Grawitacja ściąga je na ziemię? Wokół mnóstwo kartek, potrzebnych i trochę mniej. Długopis i ołówek obowiązkowe. I oczywiście nieodzowny, wysłużony zeszyt na kółku, pogryziony w kilku miejscach przez Cześka (widocznego na załączonym obrazku), niechlujny i w całości odzwierciedlający mój charakter. Najpierw na papierze, dopiero potem na ekranie. Na papier łatwiej przelać jeśli, wyrazić to, co ma się do powiedzenia. Co do tego, zawsze papier na pierwszym miejscu - tradycyjnie i konserwatywnie. A inspiracja? Czasem się trafi, ale nigdy w oczekiwanej chwili. Dlatego niezależnie od miejsca i czasu trzeba mieć ze sobą kartkę, opcjonalnie telefon, żeby szybko utrwalić genialną myśl, ubiec własną sklerozę. Szybko, bo te ulatniają się szybciej, niż wodór z niezakrytej niczym probówki po udanej reakcji. To nie to, że myślę, że każda moja myśl jest warta powiedzenia czy zapisania, bo jak mawiała Szymborska "myśli warte powiedzenia rodzą się raz na epokę ". Ta genialna myśl to nie wszystko - jeszcze trzeba przenieść ją na papier. Och, jak trudno zabrać się do pisania! Ale dobra, skoro już przysiadłam, biorę długopis do ręki i co dalej? Z perspektywy osoby trzeciej - skrobanie bez końca. Ale w rzeczywistości to zadanie dla odpowiedzialnych. Wcielenie się w ambasadora własnych wymysłów nie jest łatwe. Łatwo pomyśleć, trudniej dobrać słowa. Ok, skończone. Teraz tylko upublicznić i gotowe. Ot, cały "proces twórczy". Oczywiście bez sprawdzania, całkowicie ufam komputerowi, że poprawi ewentualne błędy, Bez czytania drugi i setny raz, wbrew wszelkim poradnikom typu "jak pisać opowiadania" i tak dalej, bo i tak wiem, że jeśli w ogóle kiedykolwiek w przyszłości zechcę to przeczytać, będę miała tysiące pomysłów, jak można było to INACZEJ albo LEPIEJ napisać. Pozostaje tylko czekać na nowe pomysły, bo jedno jest pewne - na zawołanie nie da się nic dobrego stworzyć.
Wolisz czytać ciągiem? Tutaj opowiadania w całości
- Strona główna
- Opowiadanie pierwsze
- Opowiadanie drugie - Tajemnica Końca
- Opowiadanie trzecie - szczypta grozy
- Opowiadanie czwarte - Element zaskoczenia
- Opowiadanie piąte - 966, czyli jak to było?
- Opowiadanie szóste
- Opowiadanie siódme
- Cykl - Prasówka z epoki
- Migawki
- Inne Teksty
- Spamy i reklamy
- Czytałam
- Kontakt
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mi najwięcej pomysłów przychodzi, jak jadę samochodem. Poruszające się krajobrazy, w których dopasowuje się wymyślone, ale jakże realne dla mnie postacie. Zapisuje je sobie w głowie, a potem przepisuje w większosći do komputera. Uważam, że papier jest najlepszy, ale czasami aż palce bolą od pisania ;)
OdpowiedzUsuńDokładnie ;)) mam tak samo, tylko, że ja dopasowuje pojedyncze zdania albo dłuższe wyrażenia, a potem z nich powstają eseje albo opowiadania. Tak, jakby opowiadania były zdaniami rozwiniętymi ;)
UsuńBiurko na podłodze? jeśli tylko sprzyja wenie twórczej, to jak najbardziej...
OdpowiedzUsuńPodoba mi się :-)
Tak, jak dla mnie najlepsze miejsce na pisanie, wszystko widziane z dołu, a jeszcze jeżeli mam koło siebie Koteła i Czenka, to pomysły prawie że gotowe ;))
Usuń