poniedziałek, 23 listopada 2015

Pierwsze opowiadanie odc. 6

W tej samej chwili do double deckera pospiesznie wbiegł drugi kanar. Poznała go po identycznym uniformie, on jednak wszystkim, oprócz stroju różnił się od pierwszego. Był wysoki i młody, lecz bynajmniej nie urodziwy. Jego wzrost wstępnie oceniła na metr dziewięćdziesiąt, a rude loki bezładnie opadały na wysokie czoło, który podobnie, jak reszta twarzy pokryta była piegami. Plecy miał zgarbione, czemu nie można było się dziwić patrząc na nieprzeciętny wzrost. Wyraz twarzy lekko skwaszony. Nic dziwnego, spóźnił się do pracy.
- Dzień dobry - rzucił burkliwie do kierowcy i nie spojrzawszy nawet na żadnego z pasażerów szybki krokiem podszedł do pierwszego kontrolera. Spytał:
- No, Gustav, masz kogoś? - w jego głosie zabrzmiała sympatia do kolegi, więc może nie był taki, na jakiego wyglądał a Amy troszkę wzdrygnęła się na dźwięk imienia własnego męża. Pewnie nie byłby zadowolony, że w zwykły dzień powszedni wybrała się do SPA z powodu jakiegoś snu i jeszcze utknęła w autobusie bez biletu, jakby nie było ją na niego stać.
- Tamta pani w ósmym rzędzie po prawej.
- Gapowiczka? A nie wygląda.
- Co nie? Aha, i jeszcze tamten pan - powiedział, wskazując na faceta głową w brytyjskim zwyczaju. Amy dziwnie się poczuła słuchając, gdy mówią o niej. Nikt normalny chyba by nie rozmawiał o człowieku w taki sposób widząc, że jest kilka metrów od niego. Może to lata przepracowane w zawodzie tak działają? Swoiste spaczenie zawodowe. Mówili, jakby całkiem jej tam, nie było. Może to i dobrze? Może to znaczy, że w końcu ktoś na górze wysłuchał jej bezgłośnych wołań i zabrał z tego miejsca, gdzie wcale nie chciała być? Chciała zapaść się pod ziemię, ale kontrolerom najwyraźniej nie zależało na czasie. Wdali się w jakąś niezobowiązującą pogawędkę z facetem bez biletu. Dziwne, nie wyglądał, jakby takie położenie było dla niego jakkolwiek krępujące. O niej najwyraźniej zapomnieli, a ona przecież umierała na miejscu palona w policzki gorącym żarem wstydu. Serio, w policzki i w ogóle w całą twarz było jej tak gorąco, jakby palnikiem palić. Była pewna, że jest już cała czerwona jak idiotka. Po chwili kędzierzawy oprzytomniał. Skłonił się ku współpracownikowi i głośnym, tudzież bardzo niedyskretnym szeptem spytał
- E, patrz, czy baba nie pryśnie.
- Bez obaw, mamy jej dowód - odpowiedział ten ze stoickim spokojem, najwyraźniej przyzwyczajony to tego typu sytuacji., przy czym wykazał się brakiem dyskrecji podobnym do tego, którym zabłysnął uprzednio rozmówca. Oczywiście, że Amy to słyszała.

Potem do głowy zaczęły jej przychodzić dziwne myśli.

Jaki to ma sens??? Czy w ogóle mają prawo mnie tu zatrzymywać? Owszem, oczywiście, że mają, ale przecież wcale NIE MUSZĄ. Dlaczego? Bo mają mój dowód. Tylko dla tego. Ten kawałek plastiku mnie tutaj trzyma? Jak można sprowadzić się do takiego poziomu? Naprawdę muszę tu siedzieć, bo dałam im jakiś "dokument"? Co to słowo ma za znaczenie? Hmmmm... Ciekawe, jakie mieliby miny, jakbym teraz po prostu, najzwyczajniej stąd wyszła?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz