Multimedialna historia mojej gminy. Jak to brzmi według Was? Bo ja myślę, że dumnie. Taki temat projektu w gimnazjum, pani każe, uczeń musi. Jak zwykle, projekt robi się w trzeciej albo drugiej klasie, wybiera się temat (ale patrzy się na nauczyciela ;) ) i wiśta wio! Potem ubolewanie, jaki INNY temat byłby łatwy i dlaczego, bo nauczyciel okazał się wcale nieskory do pomocy takiej, jakby się chciało (mowa o DUŻEJ pomocy). Co nas podkusiło na historię? Kiedy wybór mój, Karo i trzech innych dziewczyn (mam nadzieję, że któraś z Was to czyta, jeżeli tak, dajcie znać ;) ) padał na ten właśnie przedmiot, nie wiedziałyśmy, na co się porywamy. No bo "Multimedialną historię..." może nie jest tak znowu trudno opracować, gorzej jak zawsze z organizacją... "Praca w grupach", taaa....Zwykle przygotowuje się prezentację (np. w Power Poincie) i jeszcze parę elementów nawiązujących, według uznania. Szykowałyśmy na przykład poczęstunek (pyszne ciasteczka i równie pyszne babeczki, których lukier nie wytrzymał temperatury w autobusie, niestety), wywiad z radnym i quiz dla publiczności. W programie zawarłyśmy też prowadzące w strojach ludowych, które skądś trzeba było skombinować i trochę gminnej statystyki, która oczywiście zainteresowała tylko nieznaczny odsetek oglądających, jeżeli o takowym w ogóle można mówić.
Nie wyobrażałam sobie, jak przed całą szkołą uda nam się to przedstawić, dograć... W grę wchodziły ciastka, nasza gadka, prezentacja i dźwięk do niej, z którym wiecznie są problemy na naszym szkolnym sprzęcie.
Trzy dni przed Sądną Godziną, godziną prezentacji wyników naszej całorocznej (tylko z założenia) pracy, jak zawsze, wedle rutyny umywszy włosy sprzątałam lokum, pieczarę nieprzebytą Cześka Świni. W międzyczasie próbowałam wstępnie oszacować zniszczenia po całodziennym wybiegu mojej niskopiennej trzody morskiej. Rozmiar świnki wcale nie wskazuje na jej wrodzone niszczycielskie skłonności, naprawdę... No i w pewnym momencie uświadomiła sobie straszną prawdę -
-OSZ KURDE PREZENTACJA!
No coś takiego mniej więcej. Plany na ten weekend przyszło mi więc porzucić. Obcesowo zrzuciłam świnkę z kolan przerywając posiłek (nic nie szkodzi, on i tak je prawie cały czas). Zamaszystym, celnym jak zawsze kopnięciem w guzik zasilania w skrzynce komputera odpaliłam maszynerię i razem z Karo wzięłyśmy się do pracy.
No ale czas nadszedł, poprzedzony kilkoma godzinami nerwowego oczekiwania (przedstawiały wszystkie grupy, a my byłyśmy siódme). Tak, jak myślałam, dupa. No bo co z tego, że się naprawdę starałyśmy, zostawałyśmy po lekcjach i latałyśmy do gminy po dane, jeżeli NIKT nas nie słuchał?! No dobra, łatwo zrozumieć tłuszczę, zwłaszcza pierwsze klasy, nie wiedzieli, ile pracy każda grupa w to włożyła. Ale głośniej gadać się nie dało? Mogli chociaż udawać, ze obchodzi ich osiemnastowieczna właścicielka współcześnie zmurszałego i do reszty zdziadziałego "dworu" za gminą... No bo co jak co, ale poczęstunek jakoś ich interesował, nawet za bardzo, nie musieli udawać.
Wystarczy chyba o tym. W końcu mamy za sobą cały rok gadania "trza by projekt robić" i "kiedy się spotykamy robić projekt?". Z tymi spotkaniami to swoją drogą też ciekawa sprawa... Dziwnym trafem, zapewne przypadkiem pięćdziesiąt procent klasy ma u siebie remont, przez co niestety nie może zaprosić do siebie reszty...


Tytuł projektu naprawdę ciekawy, no i samo wykonanie genialne! Nie sama prezentacja i jej omówienie, ale też stroje, quiz, wywiad z radnym! Kurczę, no na 6, a nawet 7 jakby dawali ;D. Z pracą w grupie zawsze są problemy, bo w taki sposób powinny pracować osoby, które myślą podobnie, dogadają się. Nie lubię strasznie robić czegoś na ostatnią chwilę. Człowiek młody nie zawsze wykazuje zainteresowanie danym tematem. I tak naprawdę zdolność skupienia jest różna. Na studiach to wygląda trochę lepiej, bo jak kogoś nie interesuje, to się gapi w telefon, ale nie przeszkadza. Większy szacunek. ;D Ale już masz z głowy i gratuluję! ;)
OdpowiedzUsuńDzięki - niestety, nawet nie wiadomo, czy oceny za to będą... O Twoim projekcie też czytałam, z tego, co pisałaś, pomijając dezorganizację i problemy natury technicznej, całość wyszła całkiem nieźle - ja na pewno nie zorganizowałabym takiej imprezy.
UsuńUważam, że jakoś powinnyście/powinniście (nie wiem, czy w Twojej grupie byli chłopcy jacyś) zostać wynagrodzeni. No kurczę, napracowaliście się, chociaż powiem Ci, że to i tak są korzyści dla Was, kolejne doświadczenie i nawet jeśli nie będzie ocen, to możecie później się pochwalić, że coś takiego zrobiliście i że potraficie. A mój projekt, faktycznie pomimo przeciwności się udał ;). Uwierz, że jakbyś musiała, to byś zorganizowała, po prostu trzeba jeszcze większej mobilizacji, no i proszenia, pisania podań, utrzymywania kontaktu z innymi zainteresowanymi i po prostu zaangażowania. Miłej niedzieli ;).
UsuńWiesz, pani akurat mnie chyba lubi, więc nawet jeśli, to wynegocjuję jakoś :) Z mobilizacją na pewno masz rację, chociaż mi jak na razie trudno jest się zmobilizować choćby do odłożenia książki... Ale w sumie projekt to co innego, jednak jakaś presja.
UsuńŚwietnie to opisałaś i tyle w tym sprawozdaniu znajomych elementów...
OdpowiedzUsuńTemat projektu i Wasze pomysły mega ciekawe. Co z tego, że gadali? To taki wiek, że młodzież bardziej interesuje się tym co za oknem, niz wystąpieniami koleżanek.
Liczy się twoja satysfakcja, bo mam nadzieję, że takową odczuwasz - dałaś radę, czegoś się nauczyłaś, a jeśli ktoś to lekceważy, to jego problem...
Ja jestem z Ciebie dumna :-)
Oj, odczuwam, ale najbardziej z tego, że mam już to za sobą. Masz rację, że czegoś się nauczyłam - dowiedziałam się, że za wspomnianym dworkiem podczas powstania styczniowego został ukryty "skarb" - z kasy miejskiej pobliskiego miasta skradziono sześć tysięcy rubli, nie wiem tylko, czy to dużo, czy mało. A teraz to nawet nie mam im za złe, że ich nasza praca nie obchodziła - pewnie jakby każdy się gapił z otwartymi ustami, wyłowiliby każdy błąd w prezentacji, każde małe potknięcie. Jak nie patrzyli, to chociaż się tak nie stresowałyśmy :)
UsuńMogłabyś coś więcej na temat tego skarbu. Jest tam jeszcze, czy już ktoś go odnalazł? 6 tys. rubli to wtedy wielka kasa była. Dzisiaj też byłaby wielka, o ile ruble były w złocie, a nie w papierkach...
UsuńCoś więcej... Tak, jak pisałam, pochodzi z powstania, pieniądze skradziono podczas zuchwałego ataku i schowano w parku za dworkiem, ale kto by tego szukał - park mały nie jest, mamy tam staw, dużo drzew pomnikowych, więc całe trzeba by skopać, a szansa na pozwolenie z tytułu cennych okazów drzew jest bardzo marna. Z drugiej strony - jak ukradli, to po co zakopywali? Ale fajnie coś takiego wiedzieć, zawsze jakaś ciekawostka :).
Usuńpraca w grupie i praca projektowa, to jest naprawdę przydatna umiejętność, a niewielu tak potrafi pracować. Na pewno potem w życiu zawodowym się przyda.
OdpowiedzUsuńNo pewnie tak... Ale na razie na pewno wolę indywidualne, jak najbardziej samotne zmagania z wymaganiami "programu nauczania".
UsuńMartyna dałyście z siebie wszystko i to jest najważniejsze.
OdpowiedzUsuńWiem rownież co masz na myśli , pisząc o remontach u koleżanek i kolegów. Moj syn - będąc w gimnazjum , razem z kolegami robili nie raz projekty w naszym domu. Na moje pytanie : dlaczego tylko u nas się spotykają, nie odpowiedział nic. Nie musiał, sama się domysliłam. A , że jestem osobą gościnną, to jeszcze lody lub inny poczęstunek zapewniłam. Ale nie wszyscy rodzice mają takie podejście.:(
Dokładnie - mam tak samo, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam u kogoś na projekcie... Ale plus taki, że jeździć nie muszę, a i świnka ma zapewnione zajęcie, bo ostatnio na nudę podczas spotkania chyba nie narzekała, wraz ze spotkaniem zapewniłam zwierzakowi "animatorów" :D ;)
UsuńJa pracy w grupach nie lubię i jak mam coś robić w grupach to zwykle biorę całość na siebie, bo łatwiej mi się tak uporać.
OdpowiedzUsuńSama jestem (moja mama i babcia też) typem "jak ja nie zrobię, to nie będzie dobrze", z tego typu pracami ufam bardziej sama sobie i wolę większość samemu wykonać, niż powierzyć zadania innym.
Usuń