piątek, 3 czerwca 2016

Na ostatnią chwilę, czyli nad czym męczy się drugoklasista przed wakacjami?

Witajcie po przerwie. Jeju, jak ja się cieszę, że to już ostatnie podrygi okrutnego Roku Szkolnego, który wydziera mi ostatnie strzępki wolnego czasu (notabene przeznaczonego na blogowanie, czytanie, tresowanie Cześka Świni i setki innych, ważniejszych rzeczy!).

Multimedialna historia mojej gminy. Jak to brzmi według Was? Bo ja myślę, że dumnie. Taki temat projektu w gimnazjum, pani każe, uczeń musi. Jak zwykle, projekt robi się w trzeciej albo drugiej klasie, wybiera się temat (ale patrzy się na nauczyciela ;) ) i wiśta wio! Potem ubolewanie, jaki INNY temat byłby łatwy i dlaczego, bo nauczyciel okazał się wcale nieskory do pomocy takiej, jakby się chciało (mowa o DUŻEJ pomocy). Co nas podkusiło na historię? Kiedy wybór mój, Karo i trzech innych dziewczyn (mam nadzieję, że któraś z Was to czyta, jeżeli tak, dajcie znać ;) ) padał na ten właśnie przedmiot, nie wiedziałyśmy, na co się porywamy. No bo "Multimedialną historię..." może nie jest tak znowu trudno opracować, gorzej jak zawsze z organizacją... "Praca w grupach", taaa....



Zwykle przygotowuje się prezentację (np. w Power Poincie) i jeszcze parę elementów nawiązujących, według uznania. Szykowałyśmy na przykład poczęstunek (pyszne ciasteczka i równie pyszne babeczki, których lukier nie wytrzymał temperatury w autobusie, niestety), wywiad z radnym i quiz dla publiczności. W programie zawarłyśmy też prowadzące w strojach ludowych, które skądś trzeba było skombinować i trochę gminnej statystyki, która oczywiście zainteresowała tylko nieznaczny odsetek oglądających, jeżeli o takowym w ogóle można mówić.

Nie wyobrażałam sobie, jak przed całą szkołą uda nam się to przedstawić, dograć... W grę wchodziły ciastka, nasza gadka, prezentacja i dźwięk do niej, z którym wiecznie są problemy na naszym szkolnym sprzęcie.

Trzy dni przed Sądną Godziną, godziną prezentacji wyników naszej całorocznej (tylko z założenia) pracy, jak zawsze, wedle rutyny umywszy włosy sprzątałam lokum, pieczarę nieprzebytą Cześka Świni. W międzyczasie próbowałam wstępnie oszacować zniszczenia po całodziennym wybiegu mojej niskopiennej trzody morskiej. Rozmiar świnki wcale nie wskazuje na jej wrodzone niszczycielskie skłonności, naprawdę... No i  w pewnym momencie uświadomiła sobie straszną prawdę -

-OSZ KURDE PREZENTACJA!

No coś takiego mniej więcej. Plany na ten weekend przyszło mi więc porzucić. Obcesowo zrzuciłam świnkę z kolan przerywając posiłek (nic nie szkodzi, on i tak je prawie cały czas). Zamaszystym, celnym jak zawsze kopnięciem w guzik zasilania w skrzynce komputera odpaliłam maszynerię i razem z Karo wzięłyśmy się do pracy.

Ciężko było z tym projektem, jak zawsze na ostatnią chwilę i w biegu. Jeszcze nieoczekiwany (i trochę niesłuszny według nas) wybuch Pani od Historii rozstroił pracę całej grupy. Jednak mimo przeciwności, bez których chyba nic nie może się odbyć, prace skończyłyśmy i zaniósłszy do szkoły, przygotowałyśmy do zaprezentowania. Znowu na ostatnią chwilę i znowu w biegu - wcale nie w przenośni, bo całkiem zrujnowany warkocz i obtarte od niewygodnych butów nogi mówią same za siebie.

No ale czas nadszedł, poprzedzony kilkoma godzinami nerwowego oczekiwania (przedstawiały wszystkie grupy, a my byłyśmy siódme). Tak, jak myślałam, dupa. No bo co z tego, że się naprawdę starałyśmy, zostawałyśmy po lekcjach i latałyśmy do gminy po dane, jeżeli NIKT nas nie słuchał?! No dobra, łatwo zrozumieć tłuszczę, zwłaszcza pierwsze klasy, nie wiedzieli, ile pracy każda grupa w to włożyła. Ale głośniej gadać się nie dało? Mogli chociaż udawać, ze obchodzi ich osiemnastowieczna właścicielka współcześnie zmurszałego i do reszty zdziadziałego "dworu" za gminą... No bo co jak co, ale poczęstunek jakoś ich interesował, nawet za bardzo, nie musieli udawać.

Wystarczy chyba o tym. W końcu mamy za sobą cały rok gadania "trza by projekt robić" i "kiedy się spotykamy robić projekt?". Z tymi spotkaniami to swoją drogą też ciekawa sprawa... Dziwnym trafem, zapewne przypadkiem pięćdziesiąt procent klasy ma u siebie remont, przez co niestety nie może zaprosić do siebie reszty...



14 komentarzy:

  1. Tytuł projektu naprawdę ciekawy, no i samo wykonanie genialne! Nie sama prezentacja i jej omówienie, ale też stroje, quiz, wywiad z radnym! Kurczę, no na 6, a nawet 7 jakby dawali ;D. Z pracą w grupie zawsze są problemy, bo w taki sposób powinny pracować osoby, które myślą podobnie, dogadają się. Nie lubię strasznie robić czegoś na ostatnią chwilę. Człowiek młody nie zawsze wykazuje zainteresowanie danym tematem. I tak naprawdę zdolność skupienia jest różna. Na studiach to wygląda trochę lepiej, bo jak kogoś nie interesuje, to się gapi w telefon, ale nie przeszkadza. Większy szacunek. ;D Ale już masz z głowy i gratuluję! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - niestety, nawet nie wiadomo, czy oceny za to będą... O Twoim projekcie też czytałam, z tego, co pisałaś, pomijając dezorganizację i problemy natury technicznej, całość wyszła całkiem nieźle - ja na pewno nie zorganizowałabym takiej imprezy.

      Usuń
    2. Uważam, że jakoś powinnyście/powinniście (nie wiem, czy w Twojej grupie byli chłopcy jacyś) zostać wynagrodzeni. No kurczę, napracowaliście się, chociaż powiem Ci, że to i tak są korzyści dla Was, kolejne doświadczenie i nawet jeśli nie będzie ocen, to możecie później się pochwalić, że coś takiego zrobiliście i że potraficie. A mój projekt, faktycznie pomimo przeciwności się udał ;). Uwierz, że jakbyś musiała, to byś zorganizowała, po prostu trzeba jeszcze większej mobilizacji, no i proszenia, pisania podań, utrzymywania kontaktu z innymi zainteresowanymi i po prostu zaangażowania. Miłej niedzieli ;).

      Usuń
    3. Wiesz, pani akurat mnie chyba lubi, więc nawet jeśli, to wynegocjuję jakoś :) Z mobilizacją na pewno masz rację, chociaż mi jak na razie trudno jest się zmobilizować choćby do odłożenia książki... Ale w sumie projekt to co innego, jednak jakaś presja.

      Usuń
  2. Świetnie to opisałaś i tyle w tym sprawozdaniu znajomych elementów...
    Temat projektu i Wasze pomysły mega ciekawe. Co z tego, że gadali? To taki wiek, że młodzież bardziej interesuje się tym co za oknem, niz wystąpieniami koleżanek.
    Liczy się twoja satysfakcja, bo mam nadzieję, że takową odczuwasz - dałaś radę, czegoś się nauczyłaś, a jeśli ktoś to lekceważy, to jego problem...
    Ja jestem z Ciebie dumna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, odczuwam, ale najbardziej z tego, że mam już to za sobą. Masz rację, że czegoś się nauczyłam - dowiedziałam się, że za wspomnianym dworkiem podczas powstania styczniowego został ukryty "skarb" - z kasy miejskiej pobliskiego miasta skradziono sześć tysięcy rubli, nie wiem tylko, czy to dużo, czy mało. A teraz to nawet nie mam im za złe, że ich nasza praca nie obchodziła - pewnie jakby każdy się gapił z otwartymi ustami, wyłowiliby każdy błąd w prezentacji, każde małe potknięcie. Jak nie patrzyli, to chociaż się tak nie stresowałyśmy :)

      Usuń
    2. Mogłabyś coś więcej na temat tego skarbu. Jest tam jeszcze, czy już ktoś go odnalazł? 6 tys. rubli to wtedy wielka kasa była. Dzisiaj też byłaby wielka, o ile ruble były w złocie, a nie w papierkach...

      Usuń
    3. Coś więcej... Tak, jak pisałam, pochodzi z powstania, pieniądze skradziono podczas zuchwałego ataku i schowano w parku za dworkiem, ale kto by tego szukał - park mały nie jest, mamy tam staw, dużo drzew pomnikowych, więc całe trzeba by skopać, a szansa na pozwolenie z tytułu cennych okazów drzew jest bardzo marna. Z drugiej strony - jak ukradli, to po co zakopywali? Ale fajnie coś takiego wiedzieć, zawsze jakaś ciekawostka :).

      Usuń
  3. praca w grupie i praca projektowa, to jest naprawdę przydatna umiejętność, a niewielu tak potrafi pracować. Na pewno potem w życiu zawodowym się przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie tak... Ale na razie na pewno wolę indywidualne, jak najbardziej samotne zmagania z wymaganiami "programu nauczania".

      Usuń
  4. Martyna dałyście z siebie wszystko i to jest najważniejsze.
    Wiem rownież co masz na myśli , pisząc o remontach u koleżanek i kolegów. Moj syn - będąc w gimnazjum , razem z kolegami robili nie raz projekty w naszym domu. Na moje pytanie : dlaczego tylko u nas się spotykają, nie odpowiedział nic. Nie musiał, sama się domysliłam. A , że jestem osobą gościnną, to jeszcze lody lub inny poczęstunek zapewniłam. Ale nie wszyscy rodzice mają takie podejście.:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - mam tak samo, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam u kogoś na projekcie... Ale plus taki, że jeździć nie muszę, a i świnka ma zapewnione zajęcie, bo ostatnio na nudę podczas spotkania chyba nie narzekała, wraz ze spotkaniem zapewniłam zwierzakowi "animatorów" :D ;)

      Usuń
  5. Ja pracy w grupach nie lubię i jak mam coś robić w grupach to zwykle biorę całość na siebie, bo łatwiej mi się tak uporać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem (moja mama i babcia też) typem "jak ja nie zrobię, to nie będzie dobrze", z tego typu pracami ufam bardziej sama sobie i wolę większość samemu wykonać, niż powierzyć zadania innym.

      Usuń