niedziela, 12 czerwca 2016

Legendy miejskie. Lenin-grzyb i inne opowiadania z ulicy

Legenda miejska (ang. urban legend) – pozornie prawdopodobna informacja rozpowszechniana w mediach, internecie bądź w kręgach towarzyskich, która budzi wielkie emocje u odbiorców, zazwyczaj nieprawdziwa.
Wikipedia

Legendy miejskie. Czyli zmyślone, kompletnie nieprawdziwe wiadomości, przekazywane z ust do ust. Oczywiście według opowiadającego w stu procentach potwierdzone. Czym jeszcze charakteryzuje się legenda miejska?


  1. Jej akcja dzieje się niedawno,
  2. jej bohaterem jest opowiadający, jego krewny czy znajomy lub — częściej — „znajomy znajomego”,
  3. opowiadana jest jako prawdziwa, opisywane zdarzenia miały zdarzyć się naprawdę,
  4. rozprzestrzenia się spontanicznie — słuchacze stają się opowiadającymi i rozprzestrzeniają opowieść dalej,
  5. w trakcie przekazywania ulega modyfikacjom, w opowieści pojawiają się nowe szczegóły, inne giną „po drodze”, często modyfikacje mają na celu dostosowanie opowieści do lokalnych realiów,
  6. źródła miejskiej legendy są na ogół nieznane, często niemożliwe do ustalenia,
  7. zawiera emocjonalne elementy (często humoru lub makabry), ostrzega przed fatalnymi skutkami działań sprzecznych z zasadami obowiązującymi w danej społeczności, potwierdza lęki i obawy przez złem czyhającym wokół.


Wbrew nazwie, scenerią miejskiej legendy nie musi być miasto, choć źródłem legend miejskich jest na ogół kultura współczesna miast.

No ale koniec teorii, z której jak na razie może nie za wiele wynika. Konkrety proszę!

Kojarzycie czarne wołgi? To chyba jeden z lepszych przykładów. Pewnie większość wie, o co chodziło, ale pozwolę sobie krótko przytoczyć: podobno po mieście kursować miał czarny samochód, którego kierowca porywał dzieci i rzekomo spuszczał im krew, choć funkcjonuje jeszcze wersja, jakoby za kierownicą miał siedzieć szatan, ksiądz czy Żyd. W innych wersjach samochód nie miał tablic rejestracyjnych lub zamiast numerów trzy szóstki. "Odkształcenia" w fabule powstały właśnie z tego tytułu, że wersja różniła się w zależności np. od potrzeb opowiadacza.

Dokopałam się też do ciekawszych, nieznanych tak powszechnie legend. Najbardziej zaskoczyła mnie legenda pt. Lenin-grzyb. Jak wołgami straszono w latach 60 i 70, tak opowiadanie o Włodzimierzu Iljiczu krążyło w latach 90, więc wcale nie tak dawno. Ale o co chodzi?


Zgodnie z tą historią Lenin miał nadużywać grzybów halucynogennych, co doprowadziło go... Do stania się grzybem właśnie! Wysunięto nawet hipotezę, że grzyby całkiem przejęły ciało Lenina, co było bezpośrednim powodem wybuchu rewolucji październikowej!


Przeczytawszy o tym w internecie, szczerze powiedziawszy prawie straciłam wiarę w ludzi. Wiecie, ilu w to bezgranicznie uwierzyło?! Historia dostała się do widzów za pomocą telewizji - była to dobrze pomyślana mistyfikacja - z resztą sami zobaczcie. Wypowiedź faceta składa się głównie z ukrytych błędów logicznych, w dodatku mówi tak, że naprawdę łatwo uwierzyć...


Bohaterem następnej opowieści jest motocyklista, który traci głowę. Jadąc drogą nie zauważa przed sobą ciężarówki z blachą falistą wystającą z boku. Wyprzedza, a blacha ucina mu głowę. No dobra, i co potem? Następuje relacja kierowcy jadącego osobówką nieopodal, tudzież jego znajomego - motocyklista jedzie dalej jeszcze kilka sekund! W wariancie drugim motocykl przewraca się, a mężczyzna na chwilę wstaje z fontanną krwi tryskającej... Nieważne.

/W ogóle cały ten motyw ciała funkcjonującego jakiś czas po utracie głowy wziął się zapewne z obserwacji zwierząt domowych. Kura bez łba może w końcu wykonywać mniej lub bardziej zborne ruchy. Ba, historia zna przypadek niejakiego Mike’a, koguta, który przeżył bez łba (no, prawie bez łba) osiemnaście miesięcy (wrzesień 1945–marzec 1947)./


Słyszymy też o kliencie McDonalda, który był uczulony na rybę, a przez pomyłkę dostał właśnie mięso ryby. Wytoczył proces, oczywiście, jednakże przegrał go, bo udowodniono, że danie w ogóle nie zawierało mięsa!
Inną historią z tą restauracją w tle jest chyba znana (być może w innej formie) o pazurkach czy dzióbkach w kotletach, myszach w kubełkach od coli i tym podobnych. Jakość rzeczywiście może być wątpliwa, ale żeby aż tak?

Złą sławą owiane są też solaria - czytałam o poparzeniach (uwaga) narządów wewnętrznych czy roztopionych soczewkach kontaktowych. Efekty - śmierć lub ślepota. Historyjki traktują również o "grzybkach halucynkach" dodanych, przez pomyłkę bądź specjalnie do pizzy albo zapiekanki.

A propos używek...
"Była impreza. Typowa domówka polskich licealistów, kiedy rodzice postanawiają zrobić sobie wakacje bez dzieci. Wszystko to u schyłku wyzwolonych lat dziewięćdziesiątych, także oprócz alkoholu goście zaopatrzyli się w dżointy, tabletki ekstazy i klej.
Zabawa zdążyła rozkręcić się na całego, kiedy ktoś rzucił hasło, że pod wanną ukryty jest skarb. Zamroczone używkami towarzystwo, niewiele myśląc, rzuciło się do piwnicy celem znalezienia sprzętu godnego odkrywcy: łopaty, szpadle, ktoś nawet znalazł kilof. Wannę wyrwano i przestawiono, a następnie zaczęto kuć znajdującą się pod nią podłogę. Zabawa skończyła się na wyrąbaniu dziury, przez którą imprezowicze dostrzegli spoglądającego na nich z przerażeniem sąsiada z dołu. Krótkiej wymianie spojrzeń towarzyszyła chwila ciszy, którą w końcu przerwał jeden z licealistów, krzycząc:
— Oddawaj skarb, k...o!"

Innym razem dostałam się do informacji krążącej swego czasu po pewnym mieście - chodzi sobie diabeł i pyta o godzinę. Normalnie ubrany, włosy na krótko i w ogóle. A jeśli mu odpowiesz, następnego dnia o tej godzinie umierasz. Przerażające, co?

To oczywiście nie wszystko w temacie, takich opowiadań jest mnóstwo, i jeżeli komuś się spodobało, odsyłam do internetów. Ciekawa jest z resztą legenda o Haku... Ale doczytajcie, jeśli chcecie. Mam nadzieję, że temat się spodobał! 

Pisząc tą notkę posiłkowałam się stronami - atrapa.net oraz Wikipedią :)

10 komentarzy:

  1. Historia o skarbie rewelacyjna!!! Świetny temat podłapałaś, faktycznie pamiętam te legendy, zwłaszcza czarną wołgę, o Leninie nie słyszałam. Dodałabym jeszcze cyganów porywających dzieci. W ubiegłym roku uczennica 5 klasy podstawówki opowiadała, że przestała jeździć do babci, bo tam dzieci porywają na organy, wycinają co trzeba i porzucają pod lasem...
    Jeśli chodzi o niespodzianki w jedzeniu, to niestety nie jest to legenda :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych organach też słyszałam, może i możliwe, ale chyba nie na taką skalę, jak to opowiadają.

      Z jedzeniem to nie legenda? O matko... :o

      Usuń
  2. Jest wiele legend o których słyszałam. Natomiast tej, której się zawsze bałam, to "Legenda o Czrnej Damie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam wcześniej, słyszałam jedynie o Białej Damie, "atrakcji" turystycznej trzech czwartych zamków...

      Usuń
    2. Martyna odeślę Cię, gdzie możesz się zapoznać z legendą:
      http://www.kazimierzdolny.pl/legendy/70304/
      Pozdrawiam.:)

      Usuń
    3. Dzięki, przeczytam :)

      Usuń
  3. Ja z dzieciństwa pamiętam tę o czarnej wołdze - pozostałe do mnie nie dotarły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że niektóre po prostu charakterystyczne są dla niektórych regionów :).

      Usuń
  4. Czarną Wołgę pamiętam. Porywała dzieci, które miały na sobie coś czerwonego. Były też legendy lokalne, tworzone na użytek prasy i sezonu ogórkowego. O Królisie, który przegryzał opony w Puszczy Kampinowskiej czy Paskudzie, którą widziano w Zalewie Zegrzyńskim :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jeszcze jeden zmienny szczegół legendy Czarnej Wołgi. Pewnie gdyby się jeszcze trochę zagłębić, doszukalibyśmy się wielu innych.

      Usuń